Patrz Komu ufasz, czyli jak koligacje z początkującym handlowcem mogą napsuć krwi…

W dzidzisiejszym wpisie przedstawiam pewną historię, która działa się w okresie od czerwca 2014 do kwietnia 2015. Trzeba było poświęcić dużo czasu i niekiedy także nerwów aby zaistniałą sytuację wyprostować z korzyścią dla klienta.

Jak niebezpieczne jest brak przepływu informacji pomiędzy dwoma prezesami dowiedziała się w 2014 roku pewna firma, którą obsługiwałem.
Otóż owa firma do końca 2013 roku miała podpisaną umowę z PGE na halę gdzie był warsztat, hotel dla pracowników oraz magazyn. Zużywali tam koło 49 MWh miesięcznie, czyli bardzo dużo. Ich rachunki za samą sprzedaż energii elektrycznej sięgały kwoty kilkunastu tysięcy miesięcznie, plus opłaty za dystrybucję.Postanowili zmienić sprzedawcę.

Zwróciłem ich do RWE, umowa zaczęła obowiązywać od początku 2014 roku. Niestety brak komunikacji między prezesami za skutkował tym, iż jeden podpisał umowę ze mną w czerwcu, a drugi podpisał umowę z Energa w końcu grudnia. Przedstawiciel tej ostatniej firmy gwarantował, iż umowa podpisana z RWE nie stanowi żadnego problemu, i że załatwi wszelkie sprawy związane z zerwaniem umowy.

„Załatwił”  w ten sposób, iż po prostu oddał umowę do swojego backoffice, pomimo iż wiedział o tym, że wcześniejsza umowa jest w mocy i narobi klientowi problemu. Cóż się okazało…?

Otóż problem okazał się  duży… przechodziły dwie faktury od dwóch sprzedawców za to samo zużycie, czyli zamiast płacić 12 000-16 000 zł płacili 30 000 zł miesięcznie plus do tego dystrybucja. Próbowali wyjaśnić to sami ale spotkali się z korporacyjnym murem. Ze strony obu firm groziły im kary rzędu 200 000 zł za zerwanie umowy.

Panie Wieśku ratuj!!!

Po głębszym przeanalizowaniu sprawy i sprawdzeniu  w Stoen operator dowiedziałem się, iż jako ostatni umowę zgłosił sprzedawca Energa Obrót. Tak więc wedle prawa energetycznego oni są prawowitym sprzedawcą.

Problem polegał na tym, iż RWE nie chciało zrezygnować z tak dużego klienta.  Jak pogrzebałem głębiej, to okazało się, iż RWE zignorowało wypowiedzenie, które dostali od Energa Obrót i dalej wysyłali faktury.

RWE STOEN operator (czyli dystrybutor) miał w tamtym momencie dwa systemy do zgłaszania nowego sprzedawcy. W jednym systemie była zgłoszona Energa, a w drugim systemie było zgłoszone RWE Polska.
To sprawiło, że RWE STOEN operator nie zauważyło pewnego szkopułu… otóż dwie firmy energetyczne pobierały dane z platformy za jednego klienta, czyli zaistniało coś niedopuszczalnego…a więc zrobił się wielki syf, który grał na naszą korzyść:).
Po mojej interwencji RWE STOEN operator odcięło dostęp oraz zamknęło konto umowy dla RWE Polska. Pozostała tylko i wyłącznie Energa. Problem niestety istniał nadal. RWE wysłało informację o tym, że jest dla niego przygotowana kara… czyli uprzejmie informujemy, że ma Pan do zapłacenia ok. 200 000 kary umownej. Jeden i drugi prezes zrobił się blady po przeczytaniu tego pisma, ale przecież trochę emocji zawsze się przyda dla lepszej kooperacji;) W kontrataku wystosowałem do RWE pismo, w którym zaproponowałem rozstrzygnięcie sprawy przez Urząd Regulacji Energetyki, co byłoby dla nich średnio korzystne, ponieważ:
– zignorowali wypowiedzenie umowy przez Energa Obrót,
– fakturowali klienta, do którego nie mieli już prawa,
– klient sam mógłby od nich żądać odszkodowania za straty moralne i finansowe.

Pismo, tym razem już z podpisem persony z wyższego szczebla, zawierało propozycję ugody, w ramach której klient tak dla dobra sprawy miał zapłacić 20 000 zł. Klient był już nawet skłonny zapłacić te kwotę, ale ja stwierdziłem, że będę walczył o tę sprawę do końca.

Zaproponowałem, aby napisać pismo do RWE, w którym deklarujemy się, że jak tylko się skończy umowa z Energą (grudzień 2015) to podpisujemy umowę z nimi na 3 lata, oczywiście pod warunkiem odstąpienia od noty obciążającej.
RWE na to przystało, więc szybciutko załatwiłem klientowi umowę na minimalnych stawkach i rozeszło się po kościach. Więcej, wszystkie faktury zostały natychmiast skorygowane, a niesłusznie zapłacone pieniądze zwrócone w ekspresowym tempie.  Nie trzeba było się dopraszać, ani wysyłać wezwań jak do innej firmy z innego przypadku, który też opiszę:)
Cała ta sprawa ciągnęła się prawie 10 miesięcy ze względu na wszechobecną biurokrację, ale szczęśliwie dla wszystko klienta skończyło się dobrze.

 

Leave Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *